
po przesłuchaniu płyty tria prinzhorn dance school pod tym samym tytułem gwoli ścisłości, zdałem sobie po raz kolejny sprawę jak niewiele potrzeba aby funkcjonować i to całkiem przyzwoicie w muzycznym szołbiznesie. nawet bez specjalnych umiejętności grania na instrumentach! na pewno trzeba mieć inwencję i odrobinę szczęścia, czego tej załodze nie brakuje, by znaleźć się pod skrzydłami dfa records.
miałem okazję zobaczyć ich live jako support nie przed byle kim, bo lcd soundsystem i co? przyznam przecierałem oczy ze zdumienia! a może się nie znam, hu nołs... przymiarki do tego albumu czyniłem częstokroć i oto dzisiaj z wielkimi oporami udało się. słuchałem, słuchałem...hmmmm, może 'you are space invader' z debiutanckiej 7". ach ci figlarni wyspiarscy pismacy, posługując się rodzimą terminologią, potrafią zrobić z igły widły. z drugiej strony, może właśnie w tym tkwi jakaś metoda?! może to wskazówka dla niezrealizowanych rodzimych kreacjonistów.
to tak z innego pudełka cukierków, powiedzmy anyżowych ;]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz