czwartek, 29 listopada 2007

sound of the day//


chloe - the waiting room

[ kill the dj 07 ]

chloe thevenin, bo tak brzmi jej pełne imię i nazwisko jak nie trudno się domyślić pochodzi z francji. zaczynała zwyczajnie jako dj'ka idąc w ślady, choć damom się tego nie wypomina, starszej koleżanki po fachu: miss kittin, tym samym zasilając szeregi aktywnych dziewczyn z nad loary. pierwsze nagrania ujrzały światło jeszcze w 2002 roku za pośrednictwem karat rec. potem jeszcze parę 12", jakieś mix albumy i wreszcie czas przyszedł na autorski pełnowymiarowy album. w październiku miała miejsce premiera 'poczekalni' to w dosłownym tłumaczeniu w barwach kill the dj. no i co my tu mamy... 15 kompozycji w tym kilka miniaturek a wszystko raczej pokazuje nam chloe z ciemnej strony mocy. coś jest przejmującego w tej muzyce, dotyk kobiecej ręki???kto wie... materiał choć głównie oparty na dźwiękach lekko koniunkturalnego minimal [techno, house ...jak tam zwał], poprzez leftfield electronic do chansons i właśnie w tych kawałkach tkwi sedno tego albumu! nie odbieram chloe, ma się rozumieć, umiejętności komponowania tracków klubowych [patrz 'suspended'] ale moją uwagę przykuły np. 'it's sunday', 'brashov' czy 'around the clock' który pobrzmiewa jak gdyby chloe była córką toma waitsa. płyta brzmi introwertycznie i na pewno wymaga skupienia podczas konsumpcji.


www.myspace.com/chloekillthedj

wtorek, 27 listopada 2007

sound of the day//


metro area - metro area 7
[ environ 07 ]

darshan jesrani i morgan geist powracają. sporo kazali sobie czekać na nową produkcję, siódmą z kolei w ich serii 12". choć dostajemy praktycznie tylko dwa nowe traki to i tak klasowość produkcji jest niepodważalna. wiadomo, że sukces legendarnej już 'miury' będzie im ciężko powtórzyć, takie kawałki przytrafiają się raz na ....
całość brzmi solidniej i mniej delikatnie porównując do poprzednich produkcji z serii. kawałki oparte na mocniejszym, energetycznym beacie za którym stoi żywy bębniarz, niejaki benny herson. elektryczny bass i charakterystyczny arpeggio synth w 'erodyne' plus delikatne smyki i phillip owusu gościnnie wokalnie w 'read my mind'...jest miło! mimo małych nowalijek brzmieniowych dotyk ręki panów darshana i morgana jest wyczuwalny...nie ma co, ciągle wysoki poziom!

niedziela, 25 listopada 2007

...minął kawałek czasu od ostatniego posta, muszę przyznać w prostej linii, nic mnie nie zainspirowało do wyduszenia choć by paru słów! może to jesienna aura i różne związane z tym reakcje ciała i umysłu a w zasadzie ich brak...apatia?! hę, jak zwał tak zwał, oszukiwał się nie będę. nie ukrywam, przetrawiłem trochę muzy w tym czasie i o paru pozycjach wzmianka poniżej...



choć nowy krążek she wants revenge / this is forever ukazał się chwilę temu,to odnotuję fakt że przyswajałem go ostatnio z pewną częstotliwością...ale jakoś nie rzucił mnie na deski po kilkukrotnych testach. to pewnie ta przysłowiowa przypadłość która dopada niektóre bandy przy nagrywaniu drugiej płyty, ale to tylko moje wrażenie. pewnie parę osób uważa ten album za doskonały i klęka na brzmienie słów: she wants revenge. jasne jasne, wszystko zaczyna się naprawdę świetnie, 'written in blood' elektryzuje, ma szczególną atmosferę i do tego ten drive! jak dla mnie to punkt szczytowy płyty choć to dopiero początek, potem gdzieś ulatuje ten czar by powrócić częściowo w związku z 'this is the end' i zamykającym 'rachael'. podsumowując, chłopakom zabrakło trochę elektryki by pociągnąć płytę w atmosferze wspomnianego 'written in blood' a wówczas wpisali by się złotymi zgłoskami do annałów muzyki alternatywnej a tak jest to niestety tylko jedna z dziesiątek ukazujących się ostatnio dobrych płyt.











kolejny tytuł to rzecz której kompletnie się nie spodziewałem. chodzi o 'nowy' krążek davida morleya. come back po ponad 9 latach! kolekcjoner sprzętu analogowego, którego zbiory uchodzą za bardzo pokaźne a przede wszystkim producent muzyczny, współpracował m.in. z andreą parker. 'ghosts' [ ursa major 07 ] bo taki on nosi tytuł to zbiór nagrań z lat 1990 - 2000 które przeleżały sobie w domowym archiwum aż w końcu autor zdecydował się je odkurzyć dosłownie i w przenośni i opublikować na dysku. płyta ma już kilka miesięcy ale dotarła do mnie niedawno, więc ośmielam sie skrobnąć na jej temat parę słów. muzyka z tego krążka to kwintesencja oryginalnych brzmień analogowych osadzona na drugoplanowej rytmice która stanowi wypełnienie wszechobecnej przestrzeni. jednym słowem inteligentny ambiente w najlepszym tego słowa znaczeniu, czasami zahaczający o mroczniejsze zakamarki ale to tylko wpływa na dramaturgię całości. pozycja do degustacji w specyficznych warunkach. nie proponuję w sporym towarzystwie o szeroko rozpiętych gustach estetycznych.











ten set podsumuję p
ropozycją bardziej przyjazną tanecznym parkietom choć również do konsumpcji statycznej . podwójny album i mała retrospektywa tego co ciekawego działo się ostatnio w oficynie wydawniczej simple, której mózgiem i integralną postacią jest will saul, zatytułowana po prostu 'simple sounds' [ simple 07 ]. a sam jej boss już kilka lat temu dał się poznać jako nietuzinkowy producent któremu wówczas bliżej było do sceny nu breaks. jak to bywa, naturalna ewolucja, nowe inspiracje zrobiły swoje. pierwszy krążek to kolaboracje willa z różnymi artystami, m.in. tam cooper i lee jones, solowe produkcje i remixy tak samego szefa simple / tu remix chicken lips / jak i czołowych postaci sceny klubowej: gui borrato, wahoo czy 2020 soundsystem w świetnym 'pause'. muzycznie od deep house poprzez dub, minimal i w prostej linii inteligentną elektronike, a wszystko to ładnie skrojone i zaaranżowane! drugi dysk to mix, który znakomicie pokazuje z jakim wyczuciem buduje się atmosferę nowoczesnego seta dj'skiego autorem którego jest wspomniany will saul, z małym wyjątkiem, kawałki na płytce nr 2 w zasadzie nie pokrywają się z zawartością pierwszego dysku, co zwiększa tylko atrakcyjność wydawnictwa. to pokazuje świetnie, jak kilka lat wytrwałej pracy owocuje teraz tym iż simple stała się jedną z bardziej liczących się na gęsto zasiedlonej mapie wytwórni, której cechą charakterystyczną jest wysoka jakość produktu. amen.......................................................................................................................................................c.d.n.


czwartek, 15 listopada 2007

sound of the day//


the velvet underground - what goes on

co tu dużo pisać...klasyka z minionego stulecia, dokładnie z 1969! od kilku dni ten numer budzi moje zmysły do życia. a wszysko a'propos soundtracku 'control'. pozytywna energia, lou reed i ska zrobili to zwyczajnie ponadczasowo. nyc rules!

środa, 14 listopada 2007

sound of the day//







randaberg ego ensamble - vestamaran / prins thomas mix kepsj / orangotango
[ full pupp 07 ]

full pupp powraca z podwójnym uderzeniem! dwie 12" w jednym czasie nowego projektu pod którego nazwą skrywają się znane persony norweskiej sceny, ponoć... już samo brzmienie materiału nasuwa pewne sugestie,he. pewne jest iż maczał w tym palce nie kto inny jak don prins thomas a to coś chyba mówi! dość może spekulacji a zajmijmy się muzyką. patent jest prosty:
żywa perka* plus trochę analogowego sprzętu i... gramy. proste? proste a jednak!
brzmi to wszystko trochę na granicy improwizacji a bardzo często podczas takich sesji dokonują się rzeczy niezwykłe. space trippy disco po bezdrożach północnej norwegii... coś w tym jest.
cechą charakterystyczną obydwu 12" jest energetyczny groove który przypuszczalnie świetnie sprawdzi się na niejednym densflorze.

*
ten patent stosowny przez skandynawskich artystów związanych ze sceną elektroniczną jest zjawiskiem upowszechnionym i jak najbardziej na plus...ooups, puls!



poniedziałek, 12 listopada 2007

sound of the day//


kontynuując wycieczkę po klubowych parkietach, dzisiaj kolejna pozycja zbliżona stylistycznie do motorcitysoul z większym naciskiem może na minimalizm, ale trzeba powiedzieć z klasą.

anthony collins - luz
[resopal 07 ]

autorem tej 12" jest niezwykle zdolny młody francuski producent który na swoim koncie ma wydawnictwa dla kilku uznanych oficyn, tutaj resopal. stylistycznie bardziej minimalnie, houseowo, stylowo, deep technicznie, przestrzennie z powiewem jesiennej melancholii...nienachalnie powiem smacznie! choć nie są to brzmienia mi najbliższe dobra muzyka niezależnie od stylu obroni się sama.
na krążku znajduje się dwie kompozycje, tytułowa ' luz' a na odwrocie 'mom please' w którym odnajdziemy więcej brzmień nazwijmy to 'dark electronic' osadzonych na solidnym nowoczesnym beacie!

niedziela, 11 listopada 2007



motorcitysoul - space kaetze
[ aus 07 ]

po chwilowej przerwie duet motorcitysoul powraca z nowym wydawnictwem dla aus, siostry czy też brata simple records. frankfurcki duet słynie z tworzenia brzmień na granicy minimal/deep house powiedzmy z duszą. propozycja ale na tyle warta uwagi iż znalazłem czas by parę chwil poświęcić jej uwagę. 'space kaetze' może nie jest jakoś specjalnie rozbudowany aranżacyjnie, ale posiada główny esencjonalny składnik jakim jest ładna melodyka przenikająca całą kompozycję. numer celebrujący set gdzieś w okolicach świtu.... remix jerom sydenhama jest bardziej dynamiczny, mroczniejszy, pojawiają się dodatkowe perkusjonalia plus trochę własnych synth padów. ale jeśli chodzi o mnie wybieram oryginał.

sound of the day//


dziś trochę akcji parkietowych... ta dziedzina muzycznej rozrywki jest bardzo produktywna. na początek:

in flagranti - additional alpha blocker
[ speak recordings 07 ]

sasha crnobrnja i alex gloor wzięli sobie wolne w procederze wydawniczym codek records, nowa 12" ukazała się dla speak rec. panowie słyną z zaskakujących tytułów swoich produkcji tudzież okładek ale tym razem powiedzmy bardziej asekuracyjnie. przypuszczalnie kwestia wydawnictwa [?!] hu nołs...tak czy owak dostajemy dwa jak zwykle jakościowe kawałki, tytułowy 'additional alpha blocker' balansujący na granicy disco/trance z charakterystyczną synth linią. druga odsłona to 'effective placebo affect' stylowo nawiązujący do pierwszego z większym akcentem na disco. słucha się tego z przyjemnością a i można przenieść kilkakrotnie ciężar ciała z nogi na nogę!














piątek, 9 listopada 2007

sound of the day//



burial - untrue
[ hyperdub 07 ]

no i jest, jeden z bardziej wyczekiwanych albumów roku! już pierwsze jaskółki które od jakiegoś czasu przenikały do świata zewnętrznego podsycały atmosferę niewiadomej...
odkąd dubstep wdarł się przebojem pod strzechy, zastępy zdolnych twórców 'mruczącego' basu wdzierają się na listy przebojów przez co nowa[?] formuła stała się jescze bliższa szerszemu gronu.
burial jest integralnym składnikiem tej sceny a ich muzyka nośnikiem szczególnych emocji.
choć pierwsza płyta ukazała się zaledwie 2 lata temu a już zaliczana jest do miana biblii gatunku.
drugi long zawsze wzbudza spore oczekiwania, skoro pierwszy był tak dobry to czy następny będzie jeszcze lepszy czy też dopadnie ich kompleks tkz. drugiej płyty?
w wypadku 'untrue' kwestią jest subiektywizm.
trudno dopatrywać się drastycznych zmian, w prostej linii rozwinięcie formuły pierwszej płyty i eksploracja nie ma co ukrywać własnego stylu.
muzyka burial to ciągle mroczna zona do której tym razem przedostało się trochę światła.
w większości kawałki oparte na 2 step/ garage beacie co może w tej materii na dłuższą metę być nużące jeśli oczekujemy rytmicznych fajerwerków, ale to przecież esencja dubstepu. za to miłą niespodziankę zaserwowano nam na koniec w 'raver'.
nie zabrakło również vocali, zwracają szczególnie uwagę 'ghost hardware' z wysamplowanym głosem christiny aguilery [!] czy mój cichy faworyt 'etched headplate'.

'untrue' to niezaprzeczalnie jedno z najważniejszych wydawnictw roku i krok naprzód w ewolucji dubstep sound. pełna rekomendacja!

poniedziałek, 5 listopada 2007

sound of the day//


tony allen - kilode / carl craig remix
[ honest jon's 07 ]

carl craig ma niebywałą zdolność do przesunięcia granicy jakości remixu o poziom wyżej. tym razem do jego warsztatu trafił kawałek maestro tony allena , bębniarza i integralnej postaci zespołu fela kuti. carl craig znalazł złoty środek na połączenie polirytmii allena z brzmieniem przemysłowego detroit i to co otrzymaliśmy to kolejny majstersztyk. określenie 'surowy funk' jak najbardziej na miejscu. kawałek rozwija się, rozwija i rozwija... w miarę upływu czasu, rzecz jasna jak to u carla! jeszcze jedno nasówa się spostrzeżenie dotyczące sztuki remixu jaką opanował: treściwość a nie wybujała forma. to tak a' propos w nawiązaniu do moich dywagacji na ten temat [ cdn ]...
na odwrocie otrzymujemy oryginał i instrumentalną, konga wersję craiga.





niedziela, 4 listopada 2007

sound of the day//


soulwax - most of the remixes...
[ parlophone 07 ]


zrobienie dobrego remixu jest jak wiadomo sztuką i często to właśnie reinterpretacje ratują twarz artysty który znajduje się na tak zwanym lay outcie. przysłuchując się ostatnio różnego rodzaju 'przeróbkom', szczególnie dotyczy to sfery muzyki klubowej, odnoszę wrażenie iż niestety częstym przypadkiem jest kiepskość i rutynowe odwalanie przecież tak przyjemnej, wydawało by się, pracy domowej! oczywiście, jest jeszcze coś takiego jak talent...którego braciom dewale na pewno nie brakuje.
'lovelight' robbiego williamsa, 'standing in the way of control' gossip, 'daft punk is playing at my house' lcd czy 'gravity's rainbow' już gwiazdki brytyjskiego rave, the klaxons... to tylko kilka z popełnionych
klubowych torped a w kolejce przypuszczalnie czekają kolejne.
cechą charakterystyczną produkcji soulwax jest ich
niebywale soczysta i wyrazista produkcja oraz i przede wszystkim 100 procentowa parkietowa przydatność.
pierwszy krążek zawiera kawałki w pełnych wersjach a jest ich aż 14 sztuk, drugi to mix numerów z pierwszego dysku plus kilka rarytasów i dodatkowy sprawdzian kunsztu djskiego braci.
pełna rekomendacja na podniesienie temperatury na nudnawej prywatce!

najtrafniej jednak zawartość tego wydawnictwa oddaje jego pełny tytuł którym opatrzono okładkę, notabene chyba jeden z najdłuższych w historii muzyki!

czwartek, 1 listopada 2007

sound of the day//



hot chip - shake a fist
[ emi 07 ]

zapowiedź nowego materiału, zatytułowanego 'made in the dark' którego premiera datowana jest na początek 08! co by nie mówić to jeden z wyczekiwanych krążków nadchodzącego roku. ok, coś o muzyce...jeśli 'my piano', specjalnie nagrany na kompilację dj-kicks, powiedzmy wakacyjny przebój który odnaleźć można było w setach wielu szanujących się dj's dotykał estetyki disco o tyle 'shake a fist' atakuje z przeciwległego i bardziej radykalnego kierunku. panowie serwują niezły rytmiczny chaos a temperatura numeru skacze na słupku rtęci raz z jednego raz drugiego bieguna... naprawdę zaskakujące i co ważne w charakterystycznej dla nich manierze. w utworze pojawia się także samplowany głos todda rundgrena.
na swojej stronie hot chip opisuje materiał jako szybszy i bardziej rockowy w porównaniu z
'the warning'
. jeśli 'made in the dark' ma choć w połowie brzmieć jak 'shake a fist' to ja bardzo proszę!