czwartek, 13 grudnia 2007

this is the sound//


dusty kid - luna
[ bpitch control 07 ]

propozycja miała miejsce premierę prawie miesiąc temu, ale nie ma to znaczenia...'luna' to big tune! jak pisują wyspiarscy dziennikarze. melodyjny, lekko transujący minimal tech house made in italy...cóż to za hybryda ale niech będzie. oryginał plus reinterpretacje tadeo i lee van dowsky'ego, którymi nie będę się zajmował. jak dla mnie oryginał wygrywa konkurencje. korzystając z okazji chwila refleksji a'propos tego młodego włoskiego producenta. dusty kid wyrasta na czołową postać sceny klubowej. ten rok jest na pewno przełomowy w jego karierze, kilka wysokiej klasy autorskich 12": tsunamy / milk [ systematic ], kore / psika [ boxer sport ], the cat / the kitten [ southern fried ] która ciągle dewastuje taneczne parkiety, to w skrócie...nie wspominając o remixach: 'i want your soul' armanda van heldena czy 'walking away' the egg. co ciekawe, pokazuje się jako producent o szerszym spektrum zainteresowań, od parkietowych bomb do bardziej wysublimowanych dźwięków klubowych jak wyżej wymieniona 'luna'.

wtorek, 4 grudnia 2007

sound of the day//


poni hoax - antibodies
[ tigersushi 07 ]

nie ma co, ten numer przykleił mi się już chwilę temu do głowy i dzisiaj trzepnął mnie ze zdwojoną energią, chyba we właściwym momencie! wystarczyło włączyć jedynie radio.
powrót poni hoax z chwilowego niebytu i pierwszy zupełnie nowy trak od czasu wydania płyty, ale za to jaki! hit, jednym słowem...
vocal, funky gitara, pulsująca disco linia basu, akustyczna perka i to piano!!! chcąc nie chcąc ciało samo miło się kołysze. dodatkowo na tym singlu znajduje się parkietowy killer - remix autorstwa chateau flight! tylko wybierać, przebierać.


niedziela, 2 grudnia 2007

sound of the day//


120 days - 120 days
[smalltown supersound / vice 07]

lubię odkrywać muzykę nowych skandynawskich kapel, nie tylko w związku z tym że od jakiegoś czasu tutaj mieszkam. ma ona w sobie to coś co odróżnia ją od reszty świata. w tym wypadku przestrzeń choć to nie wyjątek od reguły.
chłopaki wychowali się w małym miasteczku kristiansund próbując swoich sił na początku jako rock cover band. ale cóż mogli tam zdziałać, kupują samochód/dom, ruszają do oslo...i tak zaczyna się historyjka jednej z ciekawszych grup nowej norweskiej fali.
gitara, bass, automaty perkusyjne, vocal plus trochę elektroniki to składniki tej muzyki... brzmi ładnie? materiał nagrany jeszcze w 2006 i w tym samym roku opublikowany ale ogólnoeuropejska premiera miała miejsce wiosną tego roku.
a nad czym tu się rozwodzę... bynajmniej nie jest to nu disco tak mocno popularyzowane przez norweskich producentów jak lindstrom czy prins thomas choć jego echo pobrzmiewa w ich muzyce. chłopakom bliżej do niemieckiej szkoły kraut rocka pokroju can, neu! czy wyspiarskiej psychedelii spacemen 3, primal scream. odnajdziemy w tym echa new wave, post punka, psychedelic rocka czy po prostu elektroniki zagranej dynamicznie i z pulsem. zaczyna się od epickiej spacedelii 'come out, come down, fade out, be gone' . to kawałek który przeszywa dreszczem, hipnotyzuje i jeden z tych które na długo pozostają w pamięci! trudno oderwać się od tych dźwięków. w połowie płyty więcej hałasu gitarowego ale wszystko unosi się niezmiennie w przestrzeni. całą tą wycieczkę wieńczy 'i've lost my vision' niezwykły space kraut...
przepowiadam im świetlaną przyszłość przy odrobinie konsekwencji. jaskółki już wróżą wiosenną trasę po stanach z ratatat a nie tak dawno chłopcy wrócili z trasy po japonii! co tu dużo mówić...słuchać! stawiam na półce z najciekawszymi wydawnictwami roku, to pewne!

www.myspace.com/120days