czwartek, 13 grudnia 2007

this is the sound//


dusty kid - luna
[ bpitch control 07 ]

propozycja miała miejsce premierę prawie miesiąc temu, ale nie ma to znaczenia...'luna' to big tune! jak pisują wyspiarscy dziennikarze. melodyjny, lekko transujący minimal tech house made in italy...cóż to za hybryda ale niech będzie. oryginał plus reinterpretacje tadeo i lee van dowsky'ego, którymi nie będę się zajmował. jak dla mnie oryginał wygrywa konkurencje. korzystając z okazji chwila refleksji a'propos tego młodego włoskiego producenta. dusty kid wyrasta na czołową postać sceny klubowej. ten rok jest na pewno przełomowy w jego karierze, kilka wysokiej klasy autorskich 12": tsunamy / milk [ systematic ], kore / psika [ boxer sport ], the cat / the kitten [ southern fried ] która ciągle dewastuje taneczne parkiety, to w skrócie...nie wspominając o remixach: 'i want your soul' armanda van heldena czy 'walking away' the egg. co ciekawe, pokazuje się jako producent o szerszym spektrum zainteresowań, od parkietowych bomb do bardziej wysublimowanych dźwięków klubowych jak wyżej wymieniona 'luna'.

wtorek, 4 grudnia 2007

sound of the day//


poni hoax - antibodies
[ tigersushi 07 ]

nie ma co, ten numer przykleił mi się już chwilę temu do głowy i dzisiaj trzepnął mnie ze zdwojoną energią, chyba we właściwym momencie! wystarczyło włączyć jedynie radio.
powrót poni hoax z chwilowego niebytu i pierwszy zupełnie nowy trak od czasu wydania płyty, ale za to jaki! hit, jednym słowem...
vocal, funky gitara, pulsująca disco linia basu, akustyczna perka i to piano!!! chcąc nie chcąc ciało samo miło się kołysze. dodatkowo na tym singlu znajduje się parkietowy killer - remix autorstwa chateau flight! tylko wybierać, przebierać.


niedziela, 2 grudnia 2007

sound of the day//


120 days - 120 days
[smalltown supersound / vice 07]

lubię odkrywać muzykę nowych skandynawskich kapel, nie tylko w związku z tym że od jakiegoś czasu tutaj mieszkam. ma ona w sobie to coś co odróżnia ją od reszty świata. w tym wypadku przestrzeń choć to nie wyjątek od reguły.
chłopaki wychowali się w małym miasteczku kristiansund próbując swoich sił na początku jako rock cover band. ale cóż mogli tam zdziałać, kupują samochód/dom, ruszają do oslo...i tak zaczyna się historyjka jednej z ciekawszych grup nowej norweskiej fali.
gitara, bass, automaty perkusyjne, vocal plus trochę elektroniki to składniki tej muzyki... brzmi ładnie? materiał nagrany jeszcze w 2006 i w tym samym roku opublikowany ale ogólnoeuropejska premiera miała miejsce wiosną tego roku.
a nad czym tu się rozwodzę... bynajmniej nie jest to nu disco tak mocno popularyzowane przez norweskich producentów jak lindstrom czy prins thomas choć jego echo pobrzmiewa w ich muzyce. chłopakom bliżej do niemieckiej szkoły kraut rocka pokroju can, neu! czy wyspiarskiej psychedelii spacemen 3, primal scream. odnajdziemy w tym echa new wave, post punka, psychedelic rocka czy po prostu elektroniki zagranej dynamicznie i z pulsem. zaczyna się od epickiej spacedelii 'come out, come down, fade out, be gone' . to kawałek który przeszywa dreszczem, hipnotyzuje i jeden z tych które na długo pozostają w pamięci! trudno oderwać się od tych dźwięków. w połowie płyty więcej hałasu gitarowego ale wszystko unosi się niezmiennie w przestrzeni. całą tą wycieczkę wieńczy 'i've lost my vision' niezwykły space kraut...
przepowiadam im świetlaną przyszłość przy odrobinie konsekwencji. jaskółki już wróżą wiosenną trasę po stanach z ratatat a nie tak dawno chłopcy wrócili z trasy po japonii! co tu dużo mówić...słuchać! stawiam na półce z najciekawszymi wydawnictwami roku, to pewne!

www.myspace.com/120days

czwartek, 29 listopada 2007

sound of the day//


chloe - the waiting room

[ kill the dj 07 ]

chloe thevenin, bo tak brzmi jej pełne imię i nazwisko jak nie trudno się domyślić pochodzi z francji. zaczynała zwyczajnie jako dj'ka idąc w ślady, choć damom się tego nie wypomina, starszej koleżanki po fachu: miss kittin, tym samym zasilając szeregi aktywnych dziewczyn z nad loary. pierwsze nagrania ujrzały światło jeszcze w 2002 roku za pośrednictwem karat rec. potem jeszcze parę 12", jakieś mix albumy i wreszcie czas przyszedł na autorski pełnowymiarowy album. w październiku miała miejsce premiera 'poczekalni' to w dosłownym tłumaczeniu w barwach kill the dj. no i co my tu mamy... 15 kompozycji w tym kilka miniaturek a wszystko raczej pokazuje nam chloe z ciemnej strony mocy. coś jest przejmującego w tej muzyce, dotyk kobiecej ręki???kto wie... materiał choć głównie oparty na dźwiękach lekko koniunkturalnego minimal [techno, house ...jak tam zwał], poprzez leftfield electronic do chansons i właśnie w tych kawałkach tkwi sedno tego albumu! nie odbieram chloe, ma się rozumieć, umiejętności komponowania tracków klubowych [patrz 'suspended'] ale moją uwagę przykuły np. 'it's sunday', 'brashov' czy 'around the clock' który pobrzmiewa jak gdyby chloe była córką toma waitsa. płyta brzmi introwertycznie i na pewno wymaga skupienia podczas konsumpcji.


www.myspace.com/chloekillthedj

wtorek, 27 listopada 2007

sound of the day//


metro area - metro area 7
[ environ 07 ]

darshan jesrani i morgan geist powracają. sporo kazali sobie czekać na nową produkcję, siódmą z kolei w ich serii 12". choć dostajemy praktycznie tylko dwa nowe traki to i tak klasowość produkcji jest niepodważalna. wiadomo, że sukces legendarnej już 'miury' będzie im ciężko powtórzyć, takie kawałki przytrafiają się raz na ....
całość brzmi solidniej i mniej delikatnie porównując do poprzednich produkcji z serii. kawałki oparte na mocniejszym, energetycznym beacie za którym stoi żywy bębniarz, niejaki benny herson. elektryczny bass i charakterystyczny arpeggio synth w 'erodyne' plus delikatne smyki i phillip owusu gościnnie wokalnie w 'read my mind'...jest miło! mimo małych nowalijek brzmieniowych dotyk ręki panów darshana i morgana jest wyczuwalny...nie ma co, ciągle wysoki poziom!

niedziela, 25 listopada 2007

...minął kawałek czasu od ostatniego posta, muszę przyznać w prostej linii, nic mnie nie zainspirowało do wyduszenia choć by paru słów! może to jesienna aura i różne związane z tym reakcje ciała i umysłu a w zasadzie ich brak...apatia?! hę, jak zwał tak zwał, oszukiwał się nie będę. nie ukrywam, przetrawiłem trochę muzy w tym czasie i o paru pozycjach wzmianka poniżej...



choć nowy krążek she wants revenge / this is forever ukazał się chwilę temu,to odnotuję fakt że przyswajałem go ostatnio z pewną częstotliwością...ale jakoś nie rzucił mnie na deski po kilkukrotnych testach. to pewnie ta przysłowiowa przypadłość która dopada niektóre bandy przy nagrywaniu drugiej płyty, ale to tylko moje wrażenie. pewnie parę osób uważa ten album za doskonały i klęka na brzmienie słów: she wants revenge. jasne jasne, wszystko zaczyna się naprawdę świetnie, 'written in blood' elektryzuje, ma szczególną atmosferę i do tego ten drive! jak dla mnie to punkt szczytowy płyty choć to dopiero początek, potem gdzieś ulatuje ten czar by powrócić częściowo w związku z 'this is the end' i zamykającym 'rachael'. podsumowując, chłopakom zabrakło trochę elektryki by pociągnąć płytę w atmosferze wspomnianego 'written in blood' a wówczas wpisali by się złotymi zgłoskami do annałów muzyki alternatywnej a tak jest to niestety tylko jedna z dziesiątek ukazujących się ostatnio dobrych płyt.











kolejny tytuł to rzecz której kompletnie się nie spodziewałem. chodzi o 'nowy' krążek davida morleya. come back po ponad 9 latach! kolekcjoner sprzętu analogowego, którego zbiory uchodzą za bardzo pokaźne a przede wszystkim producent muzyczny, współpracował m.in. z andreą parker. 'ghosts' [ ursa major 07 ] bo taki on nosi tytuł to zbiór nagrań z lat 1990 - 2000 które przeleżały sobie w domowym archiwum aż w końcu autor zdecydował się je odkurzyć dosłownie i w przenośni i opublikować na dysku. płyta ma już kilka miesięcy ale dotarła do mnie niedawno, więc ośmielam sie skrobnąć na jej temat parę słów. muzyka z tego krążka to kwintesencja oryginalnych brzmień analogowych osadzona na drugoplanowej rytmice która stanowi wypełnienie wszechobecnej przestrzeni. jednym słowem inteligentny ambiente w najlepszym tego słowa znaczeniu, czasami zahaczający o mroczniejsze zakamarki ale to tylko wpływa na dramaturgię całości. pozycja do degustacji w specyficznych warunkach. nie proponuję w sporym towarzystwie o szeroko rozpiętych gustach estetycznych.











ten set podsumuję p
ropozycją bardziej przyjazną tanecznym parkietom choć również do konsumpcji statycznej . podwójny album i mała retrospektywa tego co ciekawego działo się ostatnio w oficynie wydawniczej simple, której mózgiem i integralną postacią jest will saul, zatytułowana po prostu 'simple sounds' [ simple 07 ]. a sam jej boss już kilka lat temu dał się poznać jako nietuzinkowy producent któremu wówczas bliżej było do sceny nu breaks. jak to bywa, naturalna ewolucja, nowe inspiracje zrobiły swoje. pierwszy krążek to kolaboracje willa z różnymi artystami, m.in. tam cooper i lee jones, solowe produkcje i remixy tak samego szefa simple / tu remix chicken lips / jak i czołowych postaci sceny klubowej: gui borrato, wahoo czy 2020 soundsystem w świetnym 'pause'. muzycznie od deep house poprzez dub, minimal i w prostej linii inteligentną elektronike, a wszystko to ładnie skrojone i zaaranżowane! drugi dysk to mix, który znakomicie pokazuje z jakim wyczuciem buduje się atmosferę nowoczesnego seta dj'skiego autorem którego jest wspomniany will saul, z małym wyjątkiem, kawałki na płytce nr 2 w zasadzie nie pokrywają się z zawartością pierwszego dysku, co zwiększa tylko atrakcyjność wydawnictwa. to pokazuje świetnie, jak kilka lat wytrwałej pracy owocuje teraz tym iż simple stała się jedną z bardziej liczących się na gęsto zasiedlonej mapie wytwórni, której cechą charakterystyczną jest wysoka jakość produktu. amen.......................................................................................................................................................c.d.n.


czwartek, 15 listopada 2007

sound of the day//


the velvet underground - what goes on

co tu dużo pisać...klasyka z minionego stulecia, dokładnie z 1969! od kilku dni ten numer budzi moje zmysły do życia. a wszysko a'propos soundtracku 'control'. pozytywna energia, lou reed i ska zrobili to zwyczajnie ponadczasowo. nyc rules!

środa, 14 listopada 2007

sound of the day//







randaberg ego ensamble - vestamaran / prins thomas mix kepsj / orangotango
[ full pupp 07 ]

full pupp powraca z podwójnym uderzeniem! dwie 12" w jednym czasie nowego projektu pod którego nazwą skrywają się znane persony norweskiej sceny, ponoć... już samo brzmienie materiału nasuwa pewne sugestie,he. pewne jest iż maczał w tym palce nie kto inny jak don prins thomas a to coś chyba mówi! dość może spekulacji a zajmijmy się muzyką. patent jest prosty:
żywa perka* plus trochę analogowego sprzętu i... gramy. proste? proste a jednak!
brzmi to wszystko trochę na granicy improwizacji a bardzo często podczas takich sesji dokonują się rzeczy niezwykłe. space trippy disco po bezdrożach północnej norwegii... coś w tym jest.
cechą charakterystyczną obydwu 12" jest energetyczny groove który przypuszczalnie świetnie sprawdzi się na niejednym densflorze.

*
ten patent stosowny przez skandynawskich artystów związanych ze sceną elektroniczną jest zjawiskiem upowszechnionym i jak najbardziej na plus...ooups, puls!



poniedziałek, 12 listopada 2007

sound of the day//


kontynuując wycieczkę po klubowych parkietach, dzisiaj kolejna pozycja zbliżona stylistycznie do motorcitysoul z większym naciskiem może na minimalizm, ale trzeba powiedzieć z klasą.

anthony collins - luz
[resopal 07 ]

autorem tej 12" jest niezwykle zdolny młody francuski producent który na swoim koncie ma wydawnictwa dla kilku uznanych oficyn, tutaj resopal. stylistycznie bardziej minimalnie, houseowo, stylowo, deep technicznie, przestrzennie z powiewem jesiennej melancholii...nienachalnie powiem smacznie! choć nie są to brzmienia mi najbliższe dobra muzyka niezależnie od stylu obroni się sama.
na krążku znajduje się dwie kompozycje, tytułowa ' luz' a na odwrocie 'mom please' w którym odnajdziemy więcej brzmień nazwijmy to 'dark electronic' osadzonych na solidnym nowoczesnym beacie!

niedziela, 11 listopada 2007



motorcitysoul - space kaetze
[ aus 07 ]

po chwilowej przerwie duet motorcitysoul powraca z nowym wydawnictwem dla aus, siostry czy też brata simple records. frankfurcki duet słynie z tworzenia brzmień na granicy minimal/deep house powiedzmy z duszą. propozycja ale na tyle warta uwagi iż znalazłem czas by parę chwil poświęcić jej uwagę. 'space kaetze' może nie jest jakoś specjalnie rozbudowany aranżacyjnie, ale posiada główny esencjonalny składnik jakim jest ładna melodyka przenikająca całą kompozycję. numer celebrujący set gdzieś w okolicach świtu.... remix jerom sydenhama jest bardziej dynamiczny, mroczniejszy, pojawiają się dodatkowe perkusjonalia plus trochę własnych synth padów. ale jeśli chodzi o mnie wybieram oryginał.

sound of the day//


dziś trochę akcji parkietowych... ta dziedzina muzycznej rozrywki jest bardzo produktywna. na początek:

in flagranti - additional alpha blocker
[ speak recordings 07 ]

sasha crnobrnja i alex gloor wzięli sobie wolne w procederze wydawniczym codek records, nowa 12" ukazała się dla speak rec. panowie słyną z zaskakujących tytułów swoich produkcji tudzież okładek ale tym razem powiedzmy bardziej asekuracyjnie. przypuszczalnie kwestia wydawnictwa [?!] hu nołs...tak czy owak dostajemy dwa jak zwykle jakościowe kawałki, tytułowy 'additional alpha blocker' balansujący na granicy disco/trance z charakterystyczną synth linią. druga odsłona to 'effective placebo affect' stylowo nawiązujący do pierwszego z większym akcentem na disco. słucha się tego z przyjemnością a i można przenieść kilkakrotnie ciężar ciała z nogi na nogę!














piątek, 9 listopada 2007

sound of the day//



burial - untrue
[ hyperdub 07 ]

no i jest, jeden z bardziej wyczekiwanych albumów roku! już pierwsze jaskółki które od jakiegoś czasu przenikały do świata zewnętrznego podsycały atmosferę niewiadomej...
odkąd dubstep wdarł się przebojem pod strzechy, zastępy zdolnych twórców 'mruczącego' basu wdzierają się na listy przebojów przez co nowa[?] formuła stała się jescze bliższa szerszemu gronu.
burial jest integralnym składnikiem tej sceny a ich muzyka nośnikiem szczególnych emocji.
choć pierwsza płyta ukazała się zaledwie 2 lata temu a już zaliczana jest do miana biblii gatunku.
drugi long zawsze wzbudza spore oczekiwania, skoro pierwszy był tak dobry to czy następny będzie jeszcze lepszy czy też dopadnie ich kompleks tkz. drugiej płyty?
w wypadku 'untrue' kwestią jest subiektywizm.
trudno dopatrywać się drastycznych zmian, w prostej linii rozwinięcie formuły pierwszej płyty i eksploracja nie ma co ukrywać własnego stylu.
muzyka burial to ciągle mroczna zona do której tym razem przedostało się trochę światła.
w większości kawałki oparte na 2 step/ garage beacie co może w tej materii na dłuższą metę być nużące jeśli oczekujemy rytmicznych fajerwerków, ale to przecież esencja dubstepu. za to miłą niespodziankę zaserwowano nam na koniec w 'raver'.
nie zabrakło również vocali, zwracają szczególnie uwagę 'ghost hardware' z wysamplowanym głosem christiny aguilery [!] czy mój cichy faworyt 'etched headplate'.

'untrue' to niezaprzeczalnie jedno z najważniejszych wydawnictw roku i krok naprzód w ewolucji dubstep sound. pełna rekomendacja!

poniedziałek, 5 listopada 2007

sound of the day//


tony allen - kilode / carl craig remix
[ honest jon's 07 ]

carl craig ma niebywałą zdolność do przesunięcia granicy jakości remixu o poziom wyżej. tym razem do jego warsztatu trafił kawałek maestro tony allena , bębniarza i integralnej postaci zespołu fela kuti. carl craig znalazł złoty środek na połączenie polirytmii allena z brzmieniem przemysłowego detroit i to co otrzymaliśmy to kolejny majstersztyk. określenie 'surowy funk' jak najbardziej na miejscu. kawałek rozwija się, rozwija i rozwija... w miarę upływu czasu, rzecz jasna jak to u carla! jeszcze jedno nasówa się spostrzeżenie dotyczące sztuki remixu jaką opanował: treściwość a nie wybujała forma. to tak a' propos w nawiązaniu do moich dywagacji na ten temat [ cdn ]...
na odwrocie otrzymujemy oryginał i instrumentalną, konga wersję craiga.





niedziela, 4 listopada 2007

sound of the day//


soulwax - most of the remixes...
[ parlophone 07 ]


zrobienie dobrego remixu jest jak wiadomo sztuką i często to właśnie reinterpretacje ratują twarz artysty który znajduje się na tak zwanym lay outcie. przysłuchując się ostatnio różnego rodzaju 'przeróbkom', szczególnie dotyczy to sfery muzyki klubowej, odnoszę wrażenie iż niestety częstym przypadkiem jest kiepskość i rutynowe odwalanie przecież tak przyjemnej, wydawało by się, pracy domowej! oczywiście, jest jeszcze coś takiego jak talent...którego braciom dewale na pewno nie brakuje.
'lovelight' robbiego williamsa, 'standing in the way of control' gossip, 'daft punk is playing at my house' lcd czy 'gravity's rainbow' już gwiazdki brytyjskiego rave, the klaxons... to tylko kilka z popełnionych
klubowych torped a w kolejce przypuszczalnie czekają kolejne.
cechą charakterystyczną produkcji soulwax jest ich
niebywale soczysta i wyrazista produkcja oraz i przede wszystkim 100 procentowa parkietowa przydatność.
pierwszy krążek zawiera kawałki w pełnych wersjach a jest ich aż 14 sztuk, drugi to mix numerów z pierwszego dysku plus kilka rarytasów i dodatkowy sprawdzian kunsztu djskiego braci.
pełna rekomendacja na podniesienie temperatury na nudnawej prywatce!

najtrafniej jednak zawartość tego wydawnictwa oddaje jego pełny tytuł którym opatrzono okładkę, notabene chyba jeden z najdłuższych w historii muzyki!

czwartek, 1 listopada 2007

sound of the day//



hot chip - shake a fist
[ emi 07 ]

zapowiedź nowego materiału, zatytułowanego 'made in the dark' którego premiera datowana jest na początek 08! co by nie mówić to jeden z wyczekiwanych krążków nadchodzącego roku. ok, coś o muzyce...jeśli 'my piano', specjalnie nagrany na kompilację dj-kicks, powiedzmy wakacyjny przebój który odnaleźć można było w setach wielu szanujących się dj's dotykał estetyki disco o tyle 'shake a fist' atakuje z przeciwległego i bardziej radykalnego kierunku. panowie serwują niezły rytmiczny chaos a temperatura numeru skacze na słupku rtęci raz z jednego raz drugiego bieguna... naprawdę zaskakujące i co ważne w charakterystycznej dla nich manierze. w utworze pojawia się także samplowany głos todda rundgrena.
na swojej stronie hot chip opisuje materiał jako szybszy i bardziej rockowy w porównaniu z
'the warning'
. jeśli 'made in the dark' ma choć w połowie brzmieć jak 'shake a fist' to ja bardzo proszę!

środa, 31 października 2007

sound of the day//

interpol - mammoth [erol alkan remix]
[ parlophone 07 ]

jeden z najmocniejszych punktów na 'our love to admire', ostatnim krążku nowojorczyków, tutaj w jeszcze mocniejszej odsłonie. autorem jest nie kto inny jak erol alkan który w swoim stylu sfuzzował brzmienie, zgrabnie poprzycinał a na koniec dorzucił do tego 'duże' i ciężkie garażowe bębny. krótko rzecz ujmując: istny sztorm! ...i to przełamanie, po którym pojawiają się charakterystyczne dla interpol gitary... mistrzostwo i zarazem kunszt wyczucia dramaturgii! co by nie mówić, to jeden z ważniejszych remixów roku. drugi numer na tym white labelu to wersja paula epwortha aka phones 'the heinrich maneuver' ale już nie tak wymowna jak zrobił to erol.

sound of the day//


still going - still going theme
[ dfa 07 ]

dwa superb numery prosto z nyc, za którymi kryją się eric duncan oraz olivier spencer. mój entuzjazm jest może tymczasowy... ale ale, to naprawdę coś specjalnego! deep house/ nu disco z lekkim dotykiem italo, jak by nie nazwać, wysokich lotów bez zbędnych kombinacji: beat, bass, odrobinę synth padów i to coś co nadaje charakteru tym kompozycjom, piano.
w 'still going theme' linia melodyczna , która pojawia się w zasadzie od pierwszych taktów jest tak charakterystyczna, ja dałem się jej uwieść i czasami podgwizduję ją sobie pod nosem, to coś oznacza! niezaprzeczalnie jeden z klubowych hitów tego roku! 'on and on' choć jest zbliżony do tytułowego numeru, brzmi bardziej hipnotycznie, pokusił bym się nawet o porównanie z wczesnymi kompozycjami underworld, z okresu 'dubnobasswithmyheadman'. dfa na fali, nie ma co.

wtorek, 30 października 2007

prinzhorn dance school


po przesłuchaniu płyty tria prinzhorn dance school pod tym samym tytułem gwoli ścisłości, zdałem sobie po raz kolejny sprawę jak niewiele potrzeba aby funkcjonować i to całkiem przyzwoicie w muzycznym szołbiznesie. nawet bez specjalnych umiejętności grania na instrumentach! na pewno trzeba mieć inwencję i odrobinę szczęścia, czego tej załodze nie brakuje, by znaleźć się pod skrzydłami dfa records.
miałem okazję zobaczyć ich live jako support nie przed byle kim, bo lcd soundsystem i co? przyznam przecierałem oczy ze zdumienia! a może się nie znam, hu nołs... przymiarki do tego albumu czyniłem częstokroć i oto dzisiaj z wielkimi oporami udało się. słuchałem, słuchałem...hmmmm, może 'you are space invader' z debiutanckiej 7". ach ci figlarni wyspiarscy pismacy, posługując się rodzimą terminologią, potrafią zrobić z igły widły. z drugiej strony, może właśnie w tym tkwi jakaś metoda?! może to wskazówka dla niezrealizowanych rodzimych kreacjonistów.
to tak z innego pudełka cukierków, powiedzmy anyżowych ;]

poniedziałek, 29 października 2007

sound of the day//


mudd - speilplatz
[ rong music 07 ]

choć to pozycja nie najświeższa w katalogu nowojorskiej oficyny /12" ukazała się w maju niebawem po premierze 'clermont 56', jednego z ciekawszych albumów mijającego roku, to warto zwrócić uwagę na nią choćby z uwagi na remix quiet village, po raz kolejny zresztą, potwierdzający ich olbrzymi talent do tworzenia niepowtarzalnej atmosfery prostymi środkami.
zabierają 'speilplatz' w charakterystyczne dla siebie rejony space disco oparte na niespiesznej rytmice, która rozwija go do prawie monstrualnych 14 minut, mniam... wydawnictwo warte posłuchania choćby dla tego numeru!
strona b to 'plot of land', kolaboracja paula murphy'ego z kolegą benem smithem oraz ocierający się o italo disco 'mount pleasent lane' w spuns manthrax version ale aplauz należy się quiet village!

niedziela, 28 października 2007

sound of the day//




the oscillation - out of phase
[ dc recordings 07 ]

nie od dziś wiadomo, że produkcje dc recordings wymykają się jednoznacznym klasyfikacjom i charakteryzuje je nieszablonowość w podejściu do esencjonalnego tematu jakim jest muzyka.
autorem 'out of phase' jest damian castellanos, multi instrumentalista i producent, który raptem kilka miesięcy temu nagrywał swe produkcje pod nazwą orichalc phase, którego dwie 12" wydane notabene dla tej samej dc recordings osiągnęły status kultu w kręgach zaangażowanych poszukiwaczy niebanalnych brzmień. 'out of phase' to psychedeliczna podróż w której przenikają się elementy kraut rocka 'respond in silence' czy
'saturn 5', melancholijny pop, dubby electronica czy też w czystej postaci hałas opatrzony charakterystycznym brzmieniem analogowego instrumentarium.
ciekawe, wczoraj oglądałem ponownie odyseje kosmiczną stanleya kubricka i nasunęła mi się myśl jakoby
'out of phase' było małą kontynuacją soundtracku tyle iż prawie 40 lat później...!
w każdym bądź razie pozycja bardzo bardzo...bardzo!


today is the day!!!

today is the day....startuję z moim blogiem! to interesujące wyzwanie aczkowiek ciekawe, na ile starczy mi determinacji i samozaparcia...;]
w myśl idei funkcjonowania tego typu placówek, ekspozycja dotyczy produktów niebanalnych, niepowtarzalnych w swoim charakterze i ograniczonym czasem pierwiastku dostępności.
mimo szerokiego dostępu do zasobów które oferuje sieć, społeczna świadomość tego co dzieje się w kulturze / muzyce na świecie w naszej szerokości geograficznej oscyluje na dość średnim poziomie, mówiąc oględnie i bardzo delikatnie [...a mam tu na myśli kraj miodem i mlekiem płynący na p, ale nie jest to papua nowa gwinea ].
jest szansa, iż wizyta w butiku sprawi że coś błyśnie w długim i ciemnym tunelu , pewnie nie będzie to supernova ale co tam.........................................................